Przedsiębiorstwo
Produkcyjno Handlowo Usługowe
Tomasz
Produkcja sprzętu pszczelarskiego
email: lyson@lyson.com.pl
32-650 Kęty
ul.Żwirki i Wigury 27
tel. (0)33 844-75-20, 21
tel. (0)33 875-93-24
tel. (0)33 875-99-40
fax (0)33 844-75-21
http://www.lyson.com.pl
Cykl artykułów autorstwa Jerzego Tombachera, zamieszczony
za zgodą czasopisma Pasieka
Dla wielu pszczelarzy to nowość. Mniej więcej przed dwudziestu laty pojawiła się moda na ul styropianowy. Ma on wiele zalet i trochę wad.
Jest przede wszystkim bardzo lekki, co ułatwia pracę. Szczególnie korzystne jest to przy wędrówkach, ze względu na łatwość załadunku. Jest też ciepły. Wartość izolacyjna styropianu jest około 7 razy większa niż drewna. Pozwala to na zmniejszenie grubości ścian, co również ma znaczenie przy wędrówkach, ponieważ na samochodzie zmieści się więcej uli, a jednocześnie jest on mniej obciążony. Styropian jest odporny na degradację, nie próchnieje nie gnije, stąd długowieczność wykonanych z niego uli. U wielu pszczelarzy doskonale funkcjonują one 20, a nawet 40 lat. Jest też łatwy do utrzymania w czystości, przy zabiegach dezynfekcyjnych zamiast opalać ul wystarczy go umyć roztworem sody kaustycznej.
Wadą jest natomiast mniejsza wytrzymałość mechaniczna. Ule styropianowe przewrócone przez huragan rozsypują się. Trzeba je odpowiednio zamocować lub ustawiać grupami. Ścianki nie przepuszczają pary wodnej tak jak inne materiały i ul nie "oddycha". Wymaga to zapewnienia odpowiedniej wentylacji.
Pierwsze ule styropianowe w Polsce zbudował w latach 60-tych inżynier Marian Hetman z Warszawy. Była to jakby polemika z lansowanymi wówczas drewnianymi ulami jednościennymi (ścianki 22÷35 mm) typu Langstrotha. Jako inżynier chemik, pracownik Instytutu Tworzyw Sztucznych, wykonał lite odlewy korpusów też Langstrotha, ale o ścianach 8 cm grubości. W tak ciepłych ulach pszczoły czuły się wyśmienicie. Była to jednak produkcja tylko na potrzeby własnej pasieki.
W latach 70-tych ule styropianowe wypuściła na rynek białostocka spółdzielnia "Pszczółka". Też były to Langstrothy, ale składające się z dwóch i pół kondygnacji, a więc nietypowe. Taka konstrukcja nie była natomiast niczym szczególnym w naszym kraju. Mianowicie u nas od dawna znany był ul Wielkopolski, który składa się właśnie z dwóch i pół kondygnacji. Do tego ula dopracowano model gospodarki pasiecznej. Widocznie chciano korzystać z tych doświadczeń. Nie było to pozbawione sensu. Wszystkie powierzchnie korpusu tego Lanstrotha były wyłożone tekstolitem, a górne i dolne krawędzie polistyrenem. Grubość ścianek korpusu wynosiła 3,5 cm.
W połowie lat 80-tych fi rma "Marbet" z Bielska-Białej wprowadziła do handlu na szerszą skalę cztery typy uli styropianowych: Wielkopolski, Langstrotha, Ostrowskiej i nowość - ul systemu "Apipol" o ramce 435 x 115 mm. Był on wyprodukowany z myślą o ziołomiodach, ale, jak się później okazało, wielu pszczelarzy zastosowało go do klasycznej produkcji.

Dziś można nabyć ule styropianowe wszystkich typów, choć słusznie lansowane są wielokorpusowe, czyli Wielkopolski, Langstrotha, Ostrowskiej i "Apipol". Można kupić także ule tradycyjne, Warszawski zwykły, poszerzany i Dadanta, też wykonane ze styropianu.
Celem tego artykułu są informacje o gospodarce pasiecznej w ulach wielokorpusowych z uwzględnieniem cech zastosowanego do ich budowy materiału, czyli styropianu. Informacje te mogą być również przydatne dla pszczelarzy, którzy gospodarzą w ulach wielokorpusowych, drewnianych lub kombinowanych, bo operacje ramkami i korpusami nie zależą w tym przypadku od materiału. Informacje są Jerzy Tombacher adresowane zarówno do pszczelarzy chcących podjąć decyzję zakupu typu ula, jak i tych, którzy stawiają pierwsze kroki w nowych ulach. Dla bartników doświadczonych mogą być mniej przydatne, bo mają oni wypróbowane, własne metody. Może jednak znajdą coś dla siebie. Pominięta zostanie gospodarka w ulach tradycyjnych, nawet jeżeli są one styropianowe, ponieważ jest ona taka sama jak w ulach drewnianych lub słomianych. Ewentualne problemy z wentylacją zostaną omówione bardziej szczegółowo w trzeciej części artykułu.
Spróbujmy wskazać trudności, z jakimi boryka się pszczelarz chcący wprowadzić do swojej pasieki ul wielokorpusowy. Otóż ze zmianą typu ula z leżaka na stojak zmieni się również typ ramki z wysokiej na niską. To może prowadzić do kłopotów z zimowaniem pszczół. Znane są przypadki, gdy pszczelarze po smutnych doświadczeniach ze stojakami, czyli ulami wielokorpusowymi, wrócili do tradycyjnych (Warszawski, Dadant). Takie sytuacje są skutkiem braku odpowiedniej wiedzy o sposobie gospodarowania w ulu wielokorpusowym bez względu na to, czy jest to ul styropianowy, czy drewniany. Szczególne trudności mogą spotkać pszczelarzy, którzy przechodzą na bardzo niską ramkę Langstrotha lub "Apipol". Trzeba wyraźnie powiedzieć, że ul z ramką wysoką jest pomyślany w interesie pszczół i to one same troszczą się, jak przeżyć zimę. Natomiast ul wielokorpusowy z ramką niską jest pomyślany z punktu widzenia interesu pszczelarza. Można z niego uzyskać zdecydowanie więcej miodu i stracić mniej czasu na jego obsługę. Jednak cała odpowiedzialność za los pszczół spada na pszczelarza. Musi on sporo wiedzieć i wykonywać czynności w ściśle określonym czasie. Krótko mówiąc, ul z ramką wysoką jest korzystny dla pszczół, ul z ramką niską dla pszczelarza.
W drugiej części artykułu będą przedstawione poszczególne operacje w rodzinach pszczelich, zwłaszcza związane z przestawianiem korpusów. Powinna poprzedzić ją krótka analiza wymiarowa wnętrz poszczególnych typów uli. Bez zastanowienia się nad wymiarami ramek i ich sumaryczną powierzchnią w korpusie trudno byłoby przekonać Czytelnika o zaletach lub wadach konkretnego ula lub wykonywanych w nim operacji.
Najbardziej popularnym w Polsce jest ul Wielkopolski. Na jego przykładzie przeprowadzimy analizę wymiarów ramek, natomiast dla następnych uli zostaną podane gotowe wyniki. Na tej podstawie zostaną wyprowadzone wnioski co do przydatności różnych typów uli. Mogą one stanowić sugestię dla tych pszczelarzy, którzy szukają porady, jaki ul wielokorpusowy wybrać do swoje pasieki.

Typowy ul Wielkopolski składa się z dwóch i pół kondygnacji ustawionych jedna na drugiej. Każda mieści po 10 ramek. Dwie pierwsze, licząc od dennicy, są wyposażone w ramki gniazdowe o wymiarach zewnętrznych 360 x 260 mm. Trzecia kondygnacja zawiera 10 ramek o wymiarach zewnętrznych 360 x 130 mm. Jednak dla pszczół ramki mają inny wymiar. Liczy się powierzchnia użytkowa, a więc tylko powierzchnia plastrów zmniejszona jeszcze o braki w zabudowie ramek i o komórki zdeformowane. Beleczki ramek w ulu Wielkopolskim mają grubość 10 mm. A więc wymiar samych plastrów wynosi 340 x 240 mm i 340 x 110 mm, co daje powierzchnię 8,16 dcm2 i 3,74 dcm2. Co najmniej w połowie ramek plastry nie dotykają dolnej beleczki i część komórek jest zdeformowana, co stanowi w przybliżeniu 5% powierzchni. Zatem należy odjąć od wymienionych powierzchni odpowiednio 0,41 dcm2 i 0,19 dcm2. Ostatecznie powierzchnia przydatna do użytku dla pszczół wynosi dla ramki gniazdowej 7,75 dcm2, dla nadstawkowej 3,55 dcm2. Warto zauważyć, że ramka nadstawkowa stanowi 45,8% powierzchni ramki gniazdowej, czyli 10 małych ramek to 4,5 dużych. W przybliżeniu ul Wielkopolski ? standardowy składałby się z 24 ramek dużych-gniazdowych.
Typowa amerykańska ramka Langstrotha ma wymiary zewnętrzne 448 x 232 mm. W Polsce, w Rosji i w innych krajach przyjęto wymiary dla tego ula 435 x 230 mm i te nas interesują. Powierzchnia ramki obliczeniowej, analogicznie jak dla ula Wielkopolskiego, wynosi 8,08 dcm2. W typowym korpusie znajduje się 10 ramek, choć spotyka się korpusy mieszczące 8, 9 lub 12 ramek. W ulu Ostrowskiej wymiary zewnętrzne ramki wynoszą 360 x 230 mm, co daje powierzchnię użytkową 6,78 dcm2. Spotyka się korpusy wyłącznie 10-ramkowe. Ul systemu "Apipol" ma ramki o wymiarach 435 x 115 mm. Szukana powierzchnia wynosi 3,94 dcm2. Tu również użytkuje się wyłącznie korpusy 10-ramkowe.

Spróbujmy odpowiedzieć na pytanie, ile powierzchni potrzebuje matka dla złożenia jaj w szczycie płodności. Wiemy, że im większa rodzina pszczela, tym więcej będzie miodu. Rodzina pszczela 2 razy większa od innej przyniesie 3-4 razy więcej miodu, choć wydawałoby się, że powinna tylko 2 razy. Każde 10% więcej czerwiu w ulu, to około 20% więcej miodu, a więc troska pszczelarza o pełne wykorzystanie możliwości czerwienia matek jest sprawą zasadniczą z punktu widzenia produkcji miodu.
Spróbujmy szybko policzyć, ile potrzeba komórek różnym matkom w czasie ich pełnego czerwienia, głównie pod koniec wiosennego rozwoju rodziny pszczelej. Następnie porównamy te potrzeby z możliwościami uli. Matki zależnie od rasy i selekcji mogą w okresie maksymalnego czerwienia znosić w ciągu doby następujące ilości jaj: kaukaska 1500, środkowoeuropejska (polska) 1800, krainka 1800÷2500, włoszka do 3000, złota amerykańska nawet 3500. Są również krzyżówki międzyrasowe, które najczęściej czerwią więcej niż ich składowe, czyli rodzice.
Teoretycznie przyjmujemy, że jedna komórka plastra zajęta jest przez czerw pszczeli przez 21 dni. Jednak nie jest to regułą, szczególnie na wiosnę, gdy w ulach temperatury są najczęściej niższe od optymalnej 36,60C. Przy znacznej odchyłce temperatury w dół pszczoła może się wylęgnąć, licząc od czasu złożenia jaja, nawet po 27 dniach. Po wylęgnięciu się pszczoły matka nie złoży w wolnej komórce jaja natychmiast. Pszczoły muszą komórkę odpowiednio przygotować (czyszczenie, propolis), a matka musi ją znaleźć. Czyli zamiast 21 dni zasadne jest przyjąć czas zajmowania komórki przez czerw na 25 dni. Jeżeli przyjmiemy, że w naszych warunkach dobra matka może składać do 2200 jaj na dobę, to potrzebuje ona 2,75 dcm2 plastra, a na cykl 25 dniowy 68,75 dcm2. Do tego dodajmy, że w gnieździe, gdzie czerwi matka, szczególnie na wiosnę znajdują się jeszcze zapasy zimowe, nakrop, pierzga i nieco wolnych komórek. Możemy to oszacować na 30÷40% całkowitej powierzchni plastrów w gnieździe, bywa też więcej. Jeżeli przyjmiemy średnio 35%, dla czerwia pozostanie 65%. Wówczas dla wybranej przez nas matki potrzeba 105,77 dcm2 plastrów (68,75/65% x 100%).

A jakie możliwości stwarzają matce poszczególne ule? Korpus Wielkopolski ma 77,5 dcm2, Langstrotha 80,8 dcm2, korpus Ostrowskiej 67,8 dcm2, "Apipol" 39,4 dcm2. Co z tego wynika dla praktyki pszczelarskiej? Wanda Ostrowska przyjęła, że na wiosnę gniazdo jej ula składa się z dwóch korpusów (135,6 dcm2). W systemie "Apipol" matce pozostawia się 2 lub 3 korpusy (78,8 lub 118,2 dcm2). Znaczy to, że w tych typach uli bardzo płodne matki mogą być w pełni wykorzystane. A co z ulami Wielkopolskimi i Langstrothem? W Stanach Zjednoczonych przeznacza się dla matek złoto-amerykańskich (3500 jaj/dobę) 2 korpusy do czerwienia (161,8 dcm2) i to jest właściwa powierzchnia. Natomiast w naszym środkowoeuropejskim klimacie, przy słabszych pożytkach musimy eksploatować matki bardziej oszczędnie (mniej płodne) i wtedy okazuje się, że jeden korpus to za mało, a dwa to za dużo. W gnieździe jest za chłodno, matka czerwi tylko w górnym korpusie i automatycznie ogranicza się.
Podobnie ma się sprawa z ulem Wielkopolskim. To smutne, ale niestety prawdziwe. Wątpliwą pociechą jest fakt, że większość pszczelarzy nie ma tak dobrych matek, jak przyjęliśmy do naszej analizy, a inne mieszczą się w pojedynczym korpusie Wielkopolskim czy Langstrotha. Nie o to jednak chodzi. Zależy nam na dużych rodzinach i odpowiednich zbiorach.
Warszawski pszczelarz Jan Szyperek, znając przedstawione problemy, w swojej dwustupniowej pasiece wprowadził ul Wielkopolski z korpusami 12-ramkowymi. Powierzchnia użytkowa wynosi 97,92 dcm2. Stosuje w jednym ulu 2 lub 3 korpusy z ramkami gniazdowymi. Ma zdecydowanie lepsze wyniki niż z korpusów 10-ramkowych. Stąd pierwszy wniosek pod adresem producentów. Warto również wprowadzić do handlu ul Wielkopolski z korpusem 12-ramkowym.

Jest wiosna i pojawia się problem statystycznego pszczelarza, który mając ule Warszawskie, chce przejść na wielokorpusowe. Co doradzić? Na pewno na początek nie można wybrać systemu "Apipol". To świetny ul, ale dla pszczelarzy z dużym doświadczeniem. Spore ryzyko wiąże się z wprowadzeniem Langstrotha. Niesie to ze sobą problem zimowania i problem matek. Przy średnich matkach (płodność) jeden korpus nie jest za mały. To na początek może starczyć. Ale gdy będziemy już dysponować lepszymi matkami, to nie bardzo wiadomo, co wtedy robić. Ul Ostrowskiej jest mniejszy od Langstrotha i przez to cieplejszy, a matka bez ograniczeń dość chętnie czerwi w dwóch korpusach. Przy odpowiednio hojnym nakarmieniu na zimę nie ma problemów. Oczywiście ilość ramek powinna być dostosowana do wielkości rodziny.
Pozostał do omówienia ul Wielkopolski standardowy. Wprawdzie dowiedliśmy, że jeden korpus jest za ciasny dla bardzo płodnej matki, ale przecież nie wszyscy już dysponują takimi matkami. Więc może z pokorą ducha, ale bezpiecznie zaczn. my od ula Wielkopolskiego standardowego. Ważne, żeby się nauczyć gospodarzyć w ulu wielokorpusowym, a po pierwszych doświadczeniach albo się ten ul sprzeda, albo zostawi. Ważne, że dobrze zakarmione pszczoły bezpiecznie zimują na jednym korpusie pod warunkiem ciasnego ustawienia. Są pszczelarze, którzy zimują pszczoły na dwóch korpusach. I jeszcze jedna refl eksja. Ul Wielkopolski może odegrać podobną rolę jak niegdyś Warszawski zwykły, na którym nauczyły się pszczelarstwa całe pokolenia. Być może podobną rolę spełni Wielkopolski, ponieważ przyszłość należy do uli wielokorpusowych.
Odważny i dynamiczny pszczelarz nie poprzestanie jednak na ulu Wielkopolskim. Może pomogą mu w tych decyzjach następne części tego artykułu. Autor jest zdania, że nigdy nie można będzie powiedzieć, że ten czy inny ul jest najlepszy, a to jest najlepsza matka. Oznaczałoby to koniec poszukiwania nowych, jeszcze lepszych rozwiązań. Na szczęście tak nie jest i to jest najciekawsze nie tylko w pszczelarstwie.
PS. Dla pszczelarzy, którzy kupią nowe ule na wiosnę podajemy prosty sposób przekładania rodzin do innego typu ula, tzw. metodę nożową. Wyjmuje się część plastrów ze starego ula, przynosi do domu, żeby nie zaziębić czerwiu i wycina się te plastry na stole nożem. Ewentualne braki uzupełnia się ciemnym suszem. Całą ramkę okręca się miękką nitką, najlepiej cerówką. Ramki wkłada się do nowego ula, wsypuje pszczoły (na miejscu starego ula) i przekłada się pozostałe plastry. Po tygodniu usuwa się resztę nici, poprawia dłutem ułożenie plastrów względem nowych ramek. Na wiosnę ze względu na małą ilość ramek można przełożyć dziennie 20 rodzin. Cały sezon w nowym ulu przed nami.
fot. Jerzy JóźwikGłówną zalętą ula wielokorpusowego jest możliwość operowania całym korpusami zamiast pojedyńczymu ramkami.
ABY PRZYBLIŻYĆ, szczególnie nowym pszczelarzom, problemy uli wielokorpusowych styropianowych i możliwości ich rozwiązania, należy przypomnieć geometrię dawnych barci. Pomijając tereny Kaukazu, większość rodzin pszczelich gnieździła się w dziuplach drzew, czyli przestrzeń barci była wydłużona w kierunku pionowym, co stanowi pewną analogię do ula wielokorpusowego, wtedy gdy pszczoły zajmują więcej niż jeden korpus. Stąd pierwszy wniosek, że w okresie letnim stwarzamy pszczołom w ulu wielokorpusowym warunki zgodne z ich "kodem genetycznym", co może korzystnie wpłynąć na pracę w czasie zbiorów. Zimując pszczoły na jednym korpusie, łamiemy natomiast ten kod. Jednak w przypadku dwóch lub więcej korpusów wypracowujemy korzystny kompromis, choć szeroki korpus oziębiłby zbytnio gniazdo, z czego pszczoły również nie byłyby zadowolone.
Warto zaznaczyć, że pszczoła kaukaska w swoim naturalnym środowisku gnieździ się w barciach leżących. Dlatego dobrze czuje się w ulach - leżakach, a niechętnie wchodzi do górnych korpusów uli - stojaków. Stąd drugi wniosek, skierowany do pszczelarzy decydujących się na ule wielokorpusowe, aby na początku nie wprowadzali do nich matek kaukaskich.
Człowiek, obserwując naturę, zauważył, że plastry w barciach mają kształt zbliżony do prostokąta o dłuższym boku pionowym. Stąd był tylko krok do ramki wąsko-wysokiej, a następnym pomysłem było dołożenie plastrów wszerz, na co nie pozwalała barć, ale pozwolił ul leżak. Tak musiało przebiegać myślenie twórców pierwszych uli leżaków z ramkami wąsko-wysokimi.
Pszczelarze chyba nie byli w pełni zadowoleni ze swoich dokonań i dalej wspominali barć, bo doszli do zupełnie odmiennego wniosku niż ich poprzednicy. Skoro pszczoły lokują miód w górnej części plastrów, a poniżej znajduje się czerw, to ramka wąsko-wysoka nie jest najlepszym rozwiązaniem. Najpierw przecięli tę ramkę poziomo na gniazdową i nadstawkową, a następnie, również poziomo, cały ul na części. Tak powstały korpusy. Udało się dzięki temu pozyskiwać więcej miodu.
Odtąd jednak pszczelarz wziął na siebie niełatwy problem zimowania pszczół w ulu wielokorpusowym, czyli na niskiej ramce. Mając taki ul, niewątpliwie możemy się cieszyć, ale musimy też rozumieć związane z nim problemy. Wtedy też będziemy w stanie je rozwiązywać.
fot. Jerzy JóźwikGłówna zaletą ula wielokorpusowego jest możliwość operowania całymi korpusami zamiast pojedynczymi ramkami. To zdecydowanie przyspiesza pracę. Z faktu istnienia korpusów wynikają również inne korzyści. Pierwsza to możliwość łatwego sprawdzenia obecności mateczników rojowych. Wystarczy uchylić korpus, w którym czerwi matka (pierwszy lub drugi od dołu zależnie od typu ula). Podgląd ramek informuje jednoznacznie, czy są mateczniki. Czas tej operacji jest kilkadziesiąt razy krótszy niż przegląd jednego czy kilku korpusów ramka po ramce.
Następną zaletą jest możliwość łatwego pozbycia się pszczół z korpusów zawierających miód. To może interesować szczególnie właścicieli dużych pasiek, dla których czynność podbierania miodu jest bardzo pracochłonna. Mogą oni wykorzystać jedną z nowoczesnych metod usuwania pszczół z ramek, a mianowicie zastosować repelent (np. aldehyd benzoesowy) albo przegonkę, ewentualnie usunąć pszczoły przy pomocy dmuchawy. Skuteczność tych metod, a szczególnie czas trwania operacji będą tym efektywniejsze im niższe są ramki.
Kolejną korzyścią wynikającą z posiadania ula wielokorpusowego jest możliwość zastosowania mechanicznych odsklepiarek. Sprawa ma się podobnie jak z usuwaniem pszczół. Im niższa ramka, tym tańsza odsklepiarka i szybciej się pracuje.
Mimo niewątpliwych zalet ul wielokorpusowy ma również i wady. Pierwsza z nich to konieczność dźwigania korpusów, nieraz bardzo ciężkich nawet wtedy, gdy są ze styropianu. Ich ciężar szczególnie utrudnia pracę osobom starszym i kobietom. Wyjątkiem jest korpus systemu Apipol.
Drugim mankamentem jest rozbieżność między wielkością rodzin pszczelich a pojemnością korpusów. Chodzi o trudny dla pszczół okres zimowo-wiosenny. Dlatego do wyjątków w Polsce należą pszczelarze, którzy przez cały sezon każą pszczołom zajmować całe korpusy. Stąd też między innymi próby zmniejszenia ich do 8 ramek, co ma również skutki negatywne. Oszczędza to niewątpliwie czas obsługi pasieki, ale równocześnie powoduje zbyt luźną wegetację mniejszych rodzin. To z kolei wpływa na wolniejszy ich rozwój i mniejsze zbiory.
Dlatego w pasiekach niezawodowych lepiej jest prowadzić każdą rodzinę indywidualnie, tj. również dodawać ramki pojedynczo tak jak w ulach tradycyjnych. Oczywiście stosuje się do tego zatwór i boczną matę. Dopiero gdy poszczególne rodziny zagospodarują w całości korpus (lub korpusy), przechodzimy do etapu operowania całymi korpusami. Takie właśnie "kombinowane" podejście pozwala pszczelarzom amatorom na optymalne zbiory miodu z każdej rodziny. Przy indywidualnym prowadzeniu rodzin w ulach wielokorpusowych na wiosnę tracimy więcej czasu niż w ulach tradycyjnych, możemy sobie jednak na tę stratę pozwolić. Natomiast w lecie, gdy przeżywamy maksymalne spiętrzenie prac, ul wielokorpusowy zwróci z nawiązką straty wiosenne i pozwoli na zdecydowanie szybszą i lepszą obsługę pasieki.
Powstaje zatem pytanie, od jakiego momentu rozpocząć opis czynności w rodzinach pszczelich. W dawnej literaturze za początek sezonu pszczelarskiego uważano wiosnę. Obecnie przesuwa się go na jesień. Jednak bezpieczniej będzie zacząć opis operacji od wiosny, aby nie uciekać od sytuacji trudnych, takich jakie niesie ze sobą życie.
Są dwojakiego rodzaju czynności. Jedne - związane z typem ula, drugie - jednakowe dla wszystkich typów. Przypomnijmy, że interesuje nas gospodarka w ulach: Wielkopolskim, Ostrowskiej, Langstrotha i Apipol.
Oto kolejne operacje, jakie trzeba wykonać.
1. Rodziny pszczele, bez względu na typ ula, po pierwszym oblocie wiosennym należy przejrzeć. Trzeba sprawdzić, czy jest w nich matka i dość pokarmu oraz ścieśnić, czyli usunąć zbędne ramki. W większości naszych pasiek rodziny pszczele na wiosnę mają zbyt wiele ramek. To ochładza gniazdo i opóźnia rozwój. Należy zatem obliczyć powierzchnię części plastrów obsiadanych przez pszczoły i w zależności od wyniku pozostawić odpowiednią ilość plastrów.
2. Czynność "liczenia pszczół" realizujemy w następujący sposób. Po pierwszym oblocie wiosennym, najlepiej w czasie pierwszego przeglądu, staramy się przejrzeć rodzinę, używając jak najmniej dymu, aby pszczoły nie rozbiegły się po plastrach. Następnie szacujemy wielkość powierzchni elipsy zajmowanej przez pszczoły w każdej uliczce. Uliczki zewnętrzne między ścianą lub zatworem a ramką przeważnie pomijamy, gdyż jest tam mało pszczół. Jeżeli jednak byłaby tam znaczna ich ilość, to również tę uliczkę traktujemy jak ramkę. Wzór na powierzchnię elipsy jest następujący: P = pab, gdzie długości a i b są półosiami elipsy. p jest liczbą o wartości 3,14. Wartość liczby p można uprościć i przyjąć jako równą 3. Przypuśćmy, że w ulu po zimie jest 8 ramek wielkopolskich. W gnieździe mamy 7 uliczek między ramkami i 2 uliczki między ramkami a zatworami lub ścianą. W czasie spokojnego przeglądu pszczoły siedzą jak na poniższym szkicu.

W omawianym przykładzie pszczoły zajmują 7 uliczek, a 2 są puste. Liczymy, jaką część powierzchni uliczki obsiadają pszczoły, czyli powierzchnię elipsy według powyższych wskazań, a powierzchnię ramki tak jak prostokąta. Dzielimy powierzchnię elipsy przez powierzchnię ramki i otrzymujemy (w ułamku dziesiętnym) stopień obsiadnięcia danej ramki. Wartość ułamka mieści się między zerem a jedynką. Teraz wystarczy tylko zsumować dane dotyczące poszczególnych ramek (uliczek) i otrzymamy ocenę wielkości rodziny pszczelej.
Zsumowanie pozwala nam dość dokładnie ocenić, ile miejsca w naszym ulu potrzebowałyby pszczoły, gdyby na wiosnę chciały siedzieć na całej powierzchni ramek, tak jak robią to w lecie - "na czarno". Pszczoły tego nie mogą zrobić, bo jest ich po prostu za mało. Może im w tym dopomóc pszczelarz, dostosowując ilość ramek do wielkości rodziny pszczelej. Do tego właśnie potrzebna jest taka suma rodziny. Dla przykładu przedstawionego na załączonym szkicu mielibyśmy następujący wynik:
0,2 + 0,4 + 0,6 + 0,7 + 0,6 + 0,4 + 0,3 = 3,2
Oznacza to, że gdyby pszczoły chciały obsiąść ramki w 100% ("na czarno"), potrzebowałyby 3,2 ramki.
3a. Teraz przystępujemy do ewentualnej redukcji ilości ramek w ulach. Zdaniem autora pewną granicą w klasyfikacji rodzin jest wartość 2,5, to znaczy, że dana rodzina obsiada w 100% 2,5 ramki. Ten wynik zaokrąglamy do 3 i pozostawimy takiej rodzinie 3 ramki do obsiadnięcia i 2 ramki okrywkowe. Tak samo zakwalifikowałaby się rodzina z naszego przykładu, po zaokrągleniu też otrzymałaby ona 5 ramek.


Większość pszczelarzy pozostawiłaby te rodziny na 8 ramkach, przekładając tylko ramkę nr 8 na pozycję między zatworem a ramką nr 1. Motywacja byłaby następująca: pszczołom jest za ciasno, bo siedzą na zatworze. Pszczelarze nie biorą pod uwagę, że w tej uliczce pszczoły zajmują tylko 20% powierzchni. Powierzchnia bez pszczół jest nieogrzewana, czyli schładza gniazdo, tam matka nie złoży jaj.
Teraz zajmijmy się rodzinami, które mają poniżej 2,5 ramek pszczół siedzących "na czarno". Pozostawienie w takiej rodzinie 2 ramek i 2 okrywkowych byłoby błędem, ponieważ jest zbyt mała masa pszczół, aby ogrzać 2 ramki puste. Należy zostawić 2 ramki i dodatkowo 1 okrywkową. Wówczas rozwijać się będą prawie normalnie. Rzecz jasna, że do siły dojdą nieco później niż rodziny duże, ale znacznie wcześniej niż w przypadku pozostawienia ich na nadmiernej ilości ramek. Nie należy przejmować się tym, że czerw będzie przy zatworze. Zatwór wraz z matą jest izolatorem, a pusta ramka schładzałaby czerw. Dopóki matka ma jeszcze wolne komórki do czerwienia, dopóty nie należy dostawiać ramek.
Powstaje nieraz kłopotliwa sytuacja, gdyż trudno podjąć decyzję, które ramki należy usunąć, gdy jest ich nadmiar, a rodzinę trzeba ścieśnić. W pierwszej kolejności usuwamy puste lub te z małą ilością pokarmu. Nie wolno usuwać ramek zaczerwionych, a zwłaszcza z czerwiem krytym. Natomiast z jajami lub bardzo młodym czerwiem można, bo matka szybko uzupełni braki. Nie warto też usuwać ramek ze znaczną ilością pierzgi. Przy takich kryteriach powstaje dylemat, że trzeba wyjąć z rodziny ramki z dużą ilością pokarmu, który przecież jest potrzebny w ulu. Tak często się zdarza i niestety trzeba je usunąć, choć ten "błąd" należy naprawić o czym będzie niżej.
Warto jeszcze dodać, że pszczelarze amatorzy zimujący swoją rodzinę na dwóch korpusach Wielkopolskich lub Langstrotha zrobiliby dobrze, gdyby sprowadzili swoje rodziny do pojedynczych korpusów, gdyż wtedy wyraźnie poprawiają się warunki cieplne w ulach. Chodzi o to, że im bardziej bryła ramek i pszczół jest zbliżona do kuli, tym mniejsza jest powierzchnia tej bryły i mniejsze straty ciepła. Oczywiście, jeżeli ktoś ma wypróbowany model gospodarki w zimie i na wiosnę na dwóch korpusach, niech przy nim pozostanie. Te ostatnie uwagi nie dotyczą ula Ostrowskiej mającego zawsze dwa korpusy i systemu Apipol, w którym też zawsze są 2-3 korpusy.
3b. Skoro wreszcie uporaliśmy się z trudnym problemem ustawienia gniazd na wiosnę, czyli wybraliśmy jakość i ilość ramek, to zastanówmy się, czy nie wyrzuciliśmy zbyt dużo zapasu. Najczęściej tak bywa i pszczoły będą "głodne". Oczywiście można zostawić pszczołom bardzo mało pokarmu, aby dotrwały do wierzb, potem do sadów itd. Czy jednak byłoby to właściwe postępowanie? Z pewnością nie. Jeżeli mamy dwie rodziny jednakowej wielkości, ale posiadające różne ilości zapasu, ta "bogatsza" będzie miała prawie dwukrotnie więcej czerwia. Zgodnie z literaturą i obserwacją na każdą ramkę pozostawioną w ulu Wielkopolskim lub Langstrotha powinno być średnio 0,8 kg zapasu. Wówczas należy ramkę z zapasem odsklepić i postawić ją za zatworem. Można ze względów higienicznych podłożyć na dennicę folię. Problem tkwi w zatworze. Pszczoły dołem nie pójdą ze względu na zimno. Najlepiej byłoby wykonać w nim otwór wielkości małego oczka na wysokości 2/3 ramki, licząc od dołu. Można też pszczoły przepuścić górą nad zatworem. Po wyjęciu beleczki między zatworem a sąsiednią ramką kładziemy krótkie beleczki w poprzek zatworu, tak aby pszczoły mogły przechodzić z gniazda do zapasu. Całość, tj. gniazdo i ramkę z zapasem, szczelnie okrywamy matami, aby ramka była w strefie ciepłej. Przy opisanym wyżej ścieśnieniu gniazd pszczoły siedzą dość ciasno i pójdą po zapas. Bez ścieśniania raczej tego nie zrobią. Ramki z zapasem podajemy tak długo, aż w gnieździe znajdzie się pożądana ilość pokarmu, średnio 0,8 kg na ramkę. Korzystamy z zapasów innych uli. Odsklepianie ramek wewnątrz gniazda jest wskazane. Jeżeli w ulach jest mniej pokarmu, to około połowy kwietnia, gdy jest ciepło, można rodziny dokarmiać syropem. Jest to operacja ryzykowna, bo przy nagłym ochłodzeniu pszczoły mogą wylatywać i nie wracać. W takiej sytuacji należy natychmiast wylać syrop z podkarmiaczek. 3c. Ze względu na chemizację rolnictwa ubożeje baza pyłkowa, w której znaczny udział miały kiedyś chwasty i rośliny dzikie. Dlatego na jesieni, a częściej na wiosnę, obserwuje się głód pyłkowy. Na jedną larwę potrzeba 2/3 komórki pierzgi. Stąd można obliczyć, ile pyłku zużyją pszczoły do wychowania. Są to kilogramy. Jeżeli baza wiosennego pyłku (głownie bazie) jest zbyt uboga, należy pyłek dokupić i podać rodzinom według jednego z opisanych w literaturze sposobów. Można też pomóc pszczołom białkowymi namiastkami, np. mąką sojową. Nie pozwalają one jednak na rozwój czerwia. Równolegle musi się znaleźć w ulu pyłek lub pierzga. Lepiej nie mieszać namiastek z pyłkiem i podawać je osobno. Pszczoły same dobiorą odpowiednie proporcje.

3d. Najbardziej jednak hamuje rozwój wiosenny niedobór wody w ulach. Mało tego, dorosłe pszczoły wylatują po wodę w złą pogodę i giną, a więc zamiast rozwijać się rodzina słabnie. Zwykłe poidełka to rozwiązanie połowiczne. Dobre poidło powinno być ogrzewane np. tzw. kwoką i z góry osłonięte szybą (higiena). Wtedy pszczoły latają do ogrzanego poidła nawet przy temperaturze 5oC i nie giną.
Najlepszym rozwiązaniem jest podawanie wody bezpośrednio do uli w słojach typu twist. W nakrętce wykonuje się np. 20 otworów o średnicy około 0,8 mm i słój odwrócony dnem do góry stawia się na środku gniazda, tak aby pszczoły miały dostęp do otworów. Do wody można dodać 7% cukru, co zachęci pszczoły do jej pobierania. 4. W punkcie 3 omówiono podstawowe czynności wiosenne przy obsłudze rodzin pszczelich. Sam ul styropianowy nie gwarantuje jeszcze obfitych zbiorów miodu. Jest to normalny ul o określonych zaletach. Osiągane wyniki tak jak w innych ulach zależą od dziesiątków parametrów, za które odpowiedzialny jest pszczelarz.
Po uświadomieniu sobie tego faktu, możemy przystąpić do dalszych działań. Teraz czekamy na dzień, w którym będzie można dostawić pierwsze w nowym sezonie ramki. W pasiekach amatorskich, gdzie pszczelarze mają więcej czasu niż zawodowcy, zależnie od bazy pyłkowej i wielkości rodzin, od połowy kwietnia warto kontrolować sytuację. Trzeba sprawdzić, czy wszystkie matki mają jeszcze wolne komórki do czerwienia. Jeśli już wygryza się młoda pszczoła, a około 80% komórek jest zajętych przez pokarm, pierzgę i czerw, to w rodzinach 5 ramkowych lub większych należy dodać 2 ramki suszu, po jednej z obu stron gniazda, aby nie rozbić bloku czerwia ze względu na możliwość zaziębienia i rozwój chorób. Do rodzin 4 ramkowych lub mniejszych dodajemy jedną ramkę suszu z boku, a po odpowiednim czasie z drugiej strony.
Do połowy maja (tzw. zimnych ogrodników) nie rozbijamy bloku czerwia. W pasiekach amatorskich można w tym czasie prowadzić wyrównywanie rodzin pszczelich poprzez przekładanie czerwia z rodzin dużych do małych. Warunkiem tego zabiegu jest odpowiednia ilość pszczół w rodzinach zasilanych, aby nie zaziębić czerwia. Jeżeli nie ma bardzo wczesnych pożytków, taka operacja jest opłacalna. Osiągniemy przez to gotowość wszystkich rodzin do zbiorów i zminimalizujemy prawdopodobieństwo rójek z rodzin najsilniejszych. Przy takim indywidualnym prowadzeniu rodziny są gotowe do operacji korpusami. Od tego momentu artykułu będziemy omawiać pracę z poszczególnymi typami uli oddzielnie.
4a. Ul Wielkopolski. Jeżeli pszczoły mieszczą się w jednym korpusie, to kolejno dokładamy ramki - najlepiej z suszem - aż do pełnego korpusu, tak aby matka nie czekała na nowe komórki. W wyjątkowych sytuacjach - dobry wziątek z sadów, łąk i rzepaku - można wykorzystać do wstawienia węzę, ale nie więcej niż 2 ramki między czerw. Całe gniazdo dobrze okrywamy matami.
Następną czynnością jest wprowadzenie nadstawki. W zasadzie powinna ona być postawiona po zagospodarowaniu całego korpusu gniazdowego. Między nadstawką a gniazdem kładzie się kratę odgrodową. Dopuszcza się jednak możliwość postawienia nadstawki w sytuacji, gdy spodziewamy się znacznego wziątku, a dolny korpus nie jest całkowicie zagospodarowany (np. 7 ramek). Tyle samo ramek umieszczamy w nadstawce wraz z małym zatworem i stosownym ociepleniem. Po zagospodarowaniu obu korpusów przez pszczoły uzupełniamy jednocześnie dół i górę.

Takie rozwiązanie eliminuje ograniczenie matki przez nektar, a pszczelarzo - wi pozwala pozyskiwać pierwszy miód. Zamiast kraty odgrodowej stosuje się także rozsunięcie ramek (np. 9 zamiast 10), żeby matka nie opanowała nadstawki. W innej sytuacji znajdują się pszczelarze, którzy zimowali pszczoły na dwóch korpusach i na wiosnę nie zredukowali ich do jednego. Tak postępuje część amatorów i prawie wszyscy zawodowcy, ponieważ nie stać ich czasowo na operacje z pojedynczymi ramkami. Takie ustawienie pszczół nie jest złe, choć z punktu widzenia termicznego nie optymalne. Pominiemy ocenę gospodarki tych pszczelarzy, którzy pozostawiają rodziny na dwóch pełnych korpusach, czyli 20 ramkach.

Statystyczny pszczelarz, zimując pszczoły na dwóch korpusach, zostawia najczęściej 2 razy po 5, 6 lub 7 ramek zależnie od wielkości rodziny. Na zimę karmi tak, aby pszczoły zalały i zasklepiły całą górną kondygnację. Pszczoły na jesieni wiążą się w dolnej i jeżeli są dobrze okryte matami, to zimowanie przebiega pomyślnie. Na wiosnę siedzą prawie wyłącznie w górnym korpusie. Tam jest cały pokarm, ciepło, a matce dobrze się czerwi. To niewątpliwa zaleta układu. Wadą jest pewna ciasnota. Matka nieprędko zejdzie do dolnego korpusu. Zanim to zrobi jest przez pewien czas ograniczona. Gdyby rodzina siedziała w jednym korpusie, to dodalibyśmy już co najmniej 2 ramki suszu, które w tym czasie zostałyby zaczerwione. To ewidentna strata.
Pszczelarze czekają, aż połowa matek zacznie składać jaja w dolnym korpusie. Wtedy zawodowcy seryjnie przestawiają korpusy. Na dennicę przychodzi korpus górny z pokarmem, czerwiem i matką, a korpus dolny - prawie pusty - wędruje na górę. Następuje przenoszenie pokarmu na górę, co podobno pszczoły oceniają jako wziątek. Matka przenosi się do górnego korpusu, gdzie jest ciepło oraz pokarm i intensywnie czerwi. Zdarza się, że niektórzy pszczelarze przestawiają korpusy zanim matki zejdą na dół, w celu nakłonienia ich do większego czerwienia. To błąd, gdyż w ulu jest za mało pszczół. Może to nawet doprowadzić do zaziębienia czerwia w dawnym górnym, a obecnie dolnym korpusie. Zawodowcom też można przypomnieć, że przy seryjnym przestawieniu korpusów, gdy w części uli nie wszystkie matki zeszły na dół, popełnią ten sam błąd.
Następną operacją po zamianie korpusów jest uzupełnienie ramek. Czekamy na ten moment aż do całkowitego zagospodarowania obu części korpusów przez pszczoły. Lepiej to zrobić, traktując rodziny indywidualnie. W rodzinach 7 ramkowych warto jednocześnie dostawić na górze i dole po 3 ramki. W rodzinach 5 lub 6 ramkowych dopełnianie byłoby ruchem niebezpiecznym. Najlepiej uzupełnić tylko górę. Pustą przestrzeń dolnego korpusu należy przesłonić choćby folią. Po zagospodarowaniu górnego korpusu przez pszczoły uzupełniamy ramki w dolnym. Jeżeli nie ma w najbliższym czasie znaczących wziątków, dla wyrównania siły rodzin można w czasie uzupełniania ramek rodziny słabsze zasilać czerwiem. W sytuacji, gdy spodziewamy się wziątku, spędzamy dymem matkę na dół i między korpusami kładziemy kratę odgrodową.
4b. Ul Ostrowskiej. W tym ulu pszczoły powinny mieć przez 12 miesięcy minimum 2 korpusy. Wyjątek dotyczy odkładów, ale to nie jest temat wiosenny. Autorka ula dlatego tak zdecydowała, że objętość pojedynczego korpusu byłaby za mała do bezpiecznego zimowania, zwłaszcza że ramka ma wysokość tylko 23 cm. Różnica wysokości 3 cm w porównaniu z ramką wielkopolską to w naszym klimacie "być albo nie być" po zimie dla rodziny pszczelej. Podobnie ma się sprawa z powierzchnią ramek. 10 ramkowy korpus ma powierzchnię plastrów 67,8 dcm2, a dobra matka potrzebuje 106 dcm2. W ulu Wielkopolskim ma ona do dyspozycji 81,6 dcm2 i w zasadzie nie chce czerwić w dwóch korpusach jednocześnie. Natomiast w ulu Ostrowskiej przy obniżonej ramce (23 cm) dobra matka obsługuje 2 korpusy. To jest istotna przewaga nad ulem Wielkopolskim na wiosnę. Po prostu rodziny prowadzone w ulach Ostrowskiej są średnio większe od rodzin z uli Wielkopolskich. Natomiast same operacje wiosenne są identyczne jak z rodzinami zimowanymi w ulach Wielkopolskich na dwóch korpusach. Właścicieli tych uli kierujemy do punktu 4a. Część druga i rysunek przedstawiają schemat operacji z dwoma korpusami ula Wielkopolskiego.
Dla formalności można dodać, że ze względu na mniejszą objętość i raczej większe rodziny w ulu Ostrowskiej są lepsze warunki termiczne i matka szybciej osiąga pułap czerwienia, co ma istotny wpływ zwłaszcza na wcześniejsze zbiory.
4c. Ul Langstrotha. Jest on najstarszym ulem wielokorpusowym na świecie. W swojej ojczyźnie - Ameryce - doczekał się opracowania wielu wariantów obsługi, ale dla pszczoły złotej- amerykańskiej, która składa do 3,5 tysiąca jaj na dobę. Tam matka czerwi na 2 korpusach i pszczoły zimują też na 2 pełnych korpusach, mając zapas pokarmu nawet 30 kg. My ze względów klimatycznych i genetycznych musimy być skromniejsi. Dlatego amerykańskie technologie pracy w tym ulu są dla nas nieprzydatne, natomiast sam ul jest dużą pokusą i wielu zawodowców jest z niego zadowolonych. Amerykański Langstroth jest wyposażony w pojedyncze ścianki drewniane. Ta wersja była lansowana w Polsce i nie przyjęła się ze względu na klimat. Możemy natomiast być dumni, że dość szybko stworzyliśmy własnego Langstrotha. Ul inżyniera M. Hetmana przedstawiony w pierwszej części tego artykułu być może jest pierwszym Langstrothem w świecie wykonanym jako jednolity odlew styropianowy. Ponadto Polska jest potęgą europejską w produkcji uli styropianowych. Można powiedzieć, że wszystkie ule mogą dobrze funkcjonować w naszym klimacie bez styropianu, ale Langstroth nie.
Ul ten cenią szczególnie zawodowcy i jest on najbardziej popularnym w świecie. Nie brak również i amatorów, którzy chętnie go wykorzystują w swoich pasiekach. Istnieje bliskie pokrewieństwo między ulem Wielkopolskim a Langstrothem. Wielkość plastra jest w nich niemal identyczna (L - 8,08 dcm2, W - 8,16 dcm2). Nie ma wątpliwości, że projektant ula Wielkopolskiego wzorował się na Langstrothcie. Zachował powierzchnię ramki, zwiększył wysokość, zmniejszył szerokość. Jeden z korpusów zamienił na nadstawkę. Wszystkie te innowacje świadczą o dużej wiedzy projektanta. Podwyższenie ramki o 3 cm, a ściślej o 3,5 cm (bo górna belka L ma 1,5 cm, a belka W 1 cm), w sposób istotny zmieniło bezpieczeństwo zimowania, tzn. że rodzina pszczela na ramce wielkopolskiej przezimuje prawie zawsze, a na Langstrothcie prawie zawsze spadnie. Oczywiście ul styropianowy Langstrotha w sposób zasadniczy zmienił sytuację. Zwężenie ramki w ulu Wielkopolskim pozwoliło na lepsze ułożenie kłębu, tzn. zbliżenie go do kuli, czyli poprawiło warunki termiczne zimowania. Nadstawka w naszych warunkach klimatycznych pozwala na pozyskanie pierwszego miodu łatwiej niż z Langstrotha. Mimo wieku ul ten zdobywa coraz to nowe tereny.

Przyjrzyjmy mu się zatem bliżej. Ramka niższa od wielkopolskiej o 3 cm zmniejsza różnicę temperatur między górną beleczką a dolną, co pociąga za sobą w okresie wiosennym wyraźne przyspieszenie czerwienia. W rezultacie dwie jednakowe rodziny umieszczone w jednakowo ciepłych ulach styropianowych, Langstrotha i Wielkopolskim, wykażą pewną różnicę w rozwoju. W kwietniu w Langstrothcie będzie więcej czerwia i rodzina prędzej dojdzie do pułapu. Objętość obu korpusów jest jednakowa, ale wysokość 3 kondygnacji różni się prawie o 10 cm. Ma to zauważalny wpływ na zagospodarowanie przez pszczoły, zwłaszcza krzyżowki kaukaskiej, górnych korpusów, co odbija się na zbiorze. Pojemność korpusu Langstrotha (80,8) jest większa od pojemności korpusu Ostrowskiej (67,8), co nie jest obojętne dla zawodowców. Powstaje problem zimowania, ale zastanowimy się nad tym w trzeciej części artykułu.
Prowadzenie pszczół w Langstrothach poza zimą jest identyczne jak w ulach Wielkopolskich. Jeżeli trzymamy pszczoły w jednym korpusie, to analogicznie dążymy do zagospodarowania całego korpusu. Potem, dodając pusty korpus, przenosimy część ramek (4-6) na górę, a dół uzupełnimy. Matkę spychamy na dół i kładziemy kratę odgrodową. Zagospodarowane ramki umieszczamy na dole pod ścianą korpusu, przy której na górze znajdują się przeniesione ramki (chodzi o łączność pszczół i ogrzewanie ula), a świeże ramki - najlepiej susz - stawiamy z jednej strony, nie rozbijając starych z czerwiem. Jeżeli cały dół zostanie zagospodarowany, wtedy przenosimy wybrane ramki na górę i uzupełniamy dół dość dowolnie (np. 4 ramki węzy), bo rodzina jest już silna i szybko opanuje obydwa korpusy.
Jeżeli trzymamy pszczoły w zimie i na wiosnę w dwóch korpusach to realizujemy operację tak samo, jak w dwukondygnacyjnym ulu Wielkopolskim (patrz 4a.).
4d. Ul systemu Apipol. Powstał on w połowie lat osiemdziesiątych w celu realizacji dwóch założeń. Miał to być ul styropianowy przydatny również do wytwarzania ziołomiodów. Pierwsze założenie wynikało z lekkości i ciepłoty, jaką zapewnia styropian. Drugie natomiast miało wprowadzić jak najniższą ramkę, aby po zasklepieniu ziołomiodu można go było wyjąć z ula. Rzeczywiście okazało się, że tempo wytwarzania ziołomiodu i jego ilość w ulach systemu Apipol są 2-3 razy większe niż w ulach tradycyjnych (Warszawski, Dadant), dlatego że zasklepione partie ziołomiodu nie muszą czekać w ulu, aż będzie zasklepiona dolna cześć dużej ramki. Oczywiście miał to być ul przeznaczony również do typowej gospodarki pasiecznej, czyli pozyskiwania również innych produktów niż ziołomiody. Tak też się stało.
Istnieje wiele pasiek, nawet towarowych, w których z powodzeniem funkcjonują te ule, np. pasieka Państwa Jakubców z Bielska-Białej dysponująca 400 ulami tego systemu. Ul Apipol jest szczególnie przydatny przy wziątkach mniejszych i średnich oraz przy produkcji miodów gatunkowych. Dzięki niskiej ramce można łatwo pozyskać miód z sadów, mniszka, nawłoci czy wrzosu. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby w przypadku dużego wziątku postawić nad gniazdem dowolną ilość korpusów. Zaletą systemu jest możliwość zdejmowania korpusów zasklepionych, jak przy ziołomiodach, co znakomicie ułatwia pracę pszczelarzowi i pszczołom. Ponadto w korpusach tych można prowadzić także inną działalność. Ze względów oszczędnościowych (mała ramka) są bardzo wygodne przy produkcji matek, ale o tym w kolejnym odcinku niniejszego cyklu.
Przyjrzyjmy się bliżej możliwościom funkcjonalnym tego ula. Pszczoły zimuje się na 2 lub 3 kondygnacjach, natomiast na wiosnę lepiej jest sprowadzić je do 2 kondygnacji. Prowadzimy je tak jak w jednej kondygnacji ula Wielkopolskiego lub Langstrotha. Po całkowitym zagospodarowaniu obu korpusów możemy spokojnie dodać 3 korpus między 2 istniejące i zależnie od płodności matki i spodziewanego wziątku wprowadzić kratę odgrodową między drugi i trzeci korpus. Istnieje jeszcze inna możliwość. Jeżeli chcemy wynieść rodziny, np. na rzepak i mieć spokój, a rozwój tych rodzin jest akurat na poziomie 2 pełnych kondygnacji, to bez obaw możemy dodać 2 następne. Robimy to w następujący sposób. Odstawiamy na bok obie kondygnacje z pszczołami, na dennicy stawiamy nową pustą, nawet z samą węzą. Na nią stawiamy górną kondygnację z pszczołami, następnie na obie chwilowo ustawiamy dolną z pszczołami. Odymiamy lekko z góry. Matka schodzi poniżej ostatniej kondygnacji. Podnosimy tę kondygnację i kładziemy kratę. Na kratę stawiamy następną pustą z suszem lub węzą, najlepiej mieszaną. Na koniec ustawiamy zagospodarowaną kondygnację na górze i całość zamykamy. Takiej operacji nie da się wykonać w żadnym innym ulu. Zalety, jakie z tego wynikają, to fakt, że nad kratą nie ma zapasów zimowych, a będzie tam czysty miód. Trzecią kondygnację od dołu pszczoły zagospodarują, odbudowując w szybkim tempie, bo jest ona między czerwiem. Dolna kondygnacja jest miejscem dla przyszłego czerwia i jest antyrójkowa, bo zanim pszczoły odbudują kondygnacje nad kratą i zagospodarują dolną minie przeciętnie 3 tygodnie. Nad kratą jest miejsce na ponad 20 kg miodu. (Rys. 6.)
cdn...
Cykl artykułów autorstwa Jerzego Tombachera, zamieszczony został za zgodą czasopisma Pasieka